Po zdecydowanie zbyt długiej przerwie w pisaniu czas na nowy wpis i to nie byle jaki – zaprezentuję Wam moje ulubione gry 2013 roku. Za każdym razem mówimy, że gry robią się coraz to lepsze i ciężko się z tym nie zgodzić. Mnóstwo wyśmienitych tytułów wyszło w tym roku i jeszcze więcej ma wyjść w 2014, co jest wręcz szalone.

Jednak ze względu na odrobinę osobistych problemów oraz brak czasu nie miałem okazji pograć w wiele tegorocznych gier. Ominęły mnie takie gry jak GTA V, Papers Please, Assassin’s Creed 4, Brothers i wiele wiele innych. Niektóre z kolei nie trafiły na moją listę, bo najzwyczajniej nie znalazłem czasu na przejście ich. Ale co tam – moje GOTY, moje zasady. Here we go:

tomb raider

-15. Tomb Raider

„Ale j-j-jak to, listy nie zaczyna się od negatywn-”

Cicho! Nie grałem w wiele gier w tym roku, więc jak trafiłem kosą na stos kału to warto to zanotować. Na pozycji minus 15 wylądował Tomb Raider, reboot klasycznej serii z panną Larą Croft w roli głównej. Jakim cudem taka wychwalana przez recenzentów gra mogła się pojawić na tak szokująco nisko na mojej liście? Ano, bo gra jest tępa i do bólu średnia. Nowa Lara była dla mnie strasznie nierealistyczną postacią, którą miałem gdzieś zaledwie po 20 minutach. Im dłużej grałem, tym bardziej się do niej przekonywałem, ale tylko dlatego, że jej ewidentna brutalność i brak listości nareszcie nie były przykryte grubą warstwą sztucznie oddanych emocji.

Nie miałem problemu z gameplay’em, ale ten przypadek to dosłownie to samo co zawiodło mnie w Alanie Wake’u. Gra, która miała potencjał na stworzenie czegoś ciekawego, stała się wyłącznie monotonną grą akcji z ciekawymi momentami. Tych momentów również było parę w Tomb Raiderze (chociażby końcówka), ale nie pomogły wyciągnąć gry z mielizny średniaków. Nawet nie wspominam o beznadziejnej fabule i okropnie słabych pobocznych postaciach. A kontrowersja? Nawet nie powinna istnieć. Tomb Raider zawiodł mnie na całej linii, to gra która nie wie czym chce być. To nie opowieść o biednej Larze, tu nie ma żadnego zwiedzania grobowców, tu nie ma żadnego walczenia o przetrwanie. To średnia strzelanka i nic więcej.

Skoro już mamy to za sobą to czas przejść do tej prawdziwej listy GOTY:

bioshockinfinite0320131600jpg-480b88

5. Bioshock Infinite

Oh boy, jako fan Bioshocka ta gra nie raz przyprawiała mnie o bóle głowy. Pierwsza część serii jest dla mnie numero uno i jest w moim top 3 gier wszechczasów, więc jakim cudem mógłbym nie lubić Infinite? Tym bardziej skoro jest na 5 miejscu? Ciężka sprawa. Bioshock Infinite to gra, która zachwyca od pierwszego wejżenia. Przeszedłem grę w dwa dni, mogłem w jeden, ale lubię spać. Byłem zachwycony, oglądałem reakcję innych osób w internecie, by zobaczyć czy im się podoba czy nie. Ale potem zacząłem rozmawiać i dyskutować, i magiczna bańka prysła.

Bioshock Infinite to jest fantastyczny przykład tego jak z genialnego materiału na film zrobić solidną grę. Columbia nie jest równie ciekawa co Rapture: jest pusta, bez duszy i przede wszystkim nie jest logiczna. Nie słuchajcie się Levine’a odnośnie tego, że nie trzeba grać w jedynkę. Ta gra byłaby NICZYM, gdyby nie jedynka. Nazywajcie to nostalgią na swój sposób, ale swoimi nawiązaniami oraz zapożyczeniami Bioshock Infinite z jednej strony dawało smaczki dla fanów, a z drugiej tym bardziej pokazywało w jak wielkiej depresji jest Ken, że nie potrafi już stworzyć nic lepszego niż genialne Rapture.

Mógłbym cały wpis poświęcić na tą grę, ale to nie jest odpowiednie miejsce na to. Po takiej dawce niezbyt negatywności możecie się zastanawiać co ona robi na tej liście. Ano to nadal jest udana gra. Naprawdę przyjemnie mi się grało (pomimo ogromnej liniowości), Elizabeth jest czarującą postacią, no i oczywiście Burial At Sea – dodatek, który po raz kolejny przyprawił mnie o ból głowy, a potem dał pudełko Merci przypominając mi jak bardzo uwielbiam tę serię.

Guacamelee-Splash-Image1

4. Guacamelee!

Nie jestem gigantycznym fanem Castlevanii, ale całuję stópki za stworzenie i kultywowanie ich własnego stylu gier, bo dzięki nim otrzymaliśmy świetne Guacamelee. Może to odważna opinia, ale według mnie jest to jedna z najlepszych gier w stylu metroidvania, jakie są w chwili obecnej dostępne. Pomijając fantastyczny klimat meksykańskiego Dia de los Muertos oraz cudowny humor, gameplay w Guacamelee jest innowacyjnie wykonany. Łączy walkę oraz platformowanie tak dobrze, że ogrywając kolejny raz (tym razem na PS3) byłem nadal pod sporym wrażeniem. A jeżeli taka gra Was nadal nie interesuje to wstydźcie się… i przynajmniej posłuchajcie soundtracka – cud, miód i malina.

NiNoKuni_011413_1600

3. Ni No Kuni: Wrath of the White Witch

Niech „hardkorowi” fani jRPGów mówią sobie co chcą o Ni No Kuni, dla mnie jest to ożywienie tego lekko zardzewiałego gatunku. Ta gra dobitnie pokazała, że przepiękny, bajkowy świat oraz perfekcyjne tempo gry mogą zakryć takie drobne problemy jak kulejące AI. Ale przede wszystkim muszę pochwalić Ni No Kuni za coś co dla mnie jest znakiem idealnego jRPGa – grę można przejść bez ani kszty grindowania. Przez 40-50 godzin mojego przechodzenia tej gry, ani jedna sekunda nie była grindowaniem co jest wręcz cudem patrząc na dzisiejszych przedstawicieli tego gatunku gier.

To cudowny jRPG, który zadowoli zarówno laika jak i fana takich gier. Może to są zaledwie Pokemony Ghibliego, ale jeżeli Level 5 zacznie tworzyć więcej takich perełek na next-geny to już dzisiaj jestem w stanie ogłosić zmartwychwstanie jRPGów.

686514691

2. Hearthstone: Heroes of Warcraft

Niespodzianka? Niekoniecznie. Jeżeli śledzicie mnie na twitterze to mogliście zauważyć, że jest „odrobinkę” uzależniony od Hearthstone’a. Ale nie mogę nic na to poradzić, to jedyna gra która potrafiła zaspokoić mój głód Magica od czasu gimnazjum. To zaskakująco genialna karcianka (F2P!), która wciągnęła mnie jak żadna inna gra w tym roku. Co drugi dzień wbijam by zdobyć więcej złota i by móc znowu zagrać w niesamowity tryb Areny. Jeszcze jest w becie, a już tyle radochy daje – w pełni zasłużona druga pozycja. Inni mają swoją Dotę 2, LoLa czy CSa, a ja mam swoje Hearthstone.

2518386-the_last_of_us_ps3_game-wide

1. The Last of Us

To dopiero niespodzianka, co nie? Wiem wiem, ale co mogę poradzić na to, że The Last of Us jest najzwyczajniej zajebiste do potęgi n-tej. Pewna osoba wywarła na mnie tak ogromną presję bym zagrał, tak mi wciskała hype w każdy otwór mojego ciała, że nie mogłem sobie odpuścić tej gry. Koniec końców – dzięki Mono, ta gra wymiata. Nie spodziewałem się tak bardzo jakościowej gry, tak bardzo emocjonalnej i w wielu momentach stresującej. Uczucie, które wiele gier sztucznie tworzy wrzucając więcej przeciwników i podnosząc poziom trudności bez żadnego powodu. Tutaj nawet starcie z paroma bandytami może być ogromnym wyzwaniem, a ogródek pełen clickersów to koszmar.

The Last of Us jest tym czym God of War 2 i Okami były dla Playstation 2. To system-seller, to siła pokazująca, że końcówka generacji daje nam brylanty, na które czekaliśmy kilka lat. To genialny przykład tego jak dobrze można połączyć fabułę i gameplay, by jedno i drugie zgrywały się ze sobą i wzajemnie się uzupełniały. Cudowna gra, którą wszyscy powinni przejść, bo ta gra powinna być standardem, podstawą dla każdego studia tworzącego jakościowe AAA. Wysiłek Naughty Dog został doceniony przez graczy, ale musi być wychwalany i przypominany twórcom.

It can’t be for nothing.

2467898-the-last-of-us-concept-art

Advertisements

Jedna myśl na temat “Moje GOTY

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s