Stare horrory kiedyś były dobre i straszyły całkiem nieźle, ale patrząc na dzisiejsze standardy nie są one równie mocne i nie robią równie wielkiego wrażenie co kiedyś. Natomiast dzisiejsze horrory to z reguły lejąca się krew, obrzydliwe potwory, które bardziej pobudzają odruchy wymiotne niż poczucie niepewności oraz przerażenia. Dzięki Bogu powstały dwie nowe produkcje, które mają przywrócić nadzieję w ten zbeszczeszczony rodzaj filmów. Mowa o The Woman in Black oraz Cabin in the Woods. Drugi film otrzymał o wiele lepsze recenzje, a ja akurat miałem okazję obejrzeć ten pierwszy na przedpremierowym pokazie zorganizowanym przez Moviezine. I byłem miło zaskoczony pomimo neutralnego nastawienia.

Film opowiada o Athurze Kippsie, który jest adwokatem i ostatnio jako tako mu się powodzi. Jest zmuszony pojechać daleko poza Londyn, pozostawiając swojego kochanego synka wraz z nianią. Już od samego początku dowiadujemy się kilka istotnych rzeczy. Żona Kippsa nie żyje i często będzie pokazywana w filmie, a także to że dzieci są ważną częścią tej produkcji. Przyjeżdżając do danej wsi Kipps jest świadkiem samych bardzo dziwnych lub też okropnych wydarzeń. I więcej nie mam zamiaru Wam spoilować, gdyż fabuła jest interesująca, wciąga widza i jest po prostu ciekawa. Daniel Radcliffe zagrał naprawdę dobrze i patrząc na to, że jest to jego pierwsza poważna rola poza filmami o Harrym Potterze to dał radę. Wiarygodnie zagrał Arthura i o ile w pierwszej połowie filmu przychodziły mi do głowy żarciki Potterowe tak już w drugiej przestały się pojawiać. Nie ma co, Radcliffe dobrze zagrał mugola.

A teraz przejdźmy do samego horroru. Nie jest to zbyt straszny film, ale przez całe półtorej godziny wraz z głównym bohaterem czułem się niepewnie w tej wiosce i nie raz miałem ciarki. Jednak szkoda, że reżyser postawił głównie na krzykacze zamiast na pułapki horrorowe, które ludzka świadomość łatwo dopełniłaby strachem. W końcu boimy się najbardziej tego czego nie widzimy lub też nie ma, a nie tego co w milisekunde wyskakuje tuż przed nami. Nie wiem jak Wy, ale po horrorze raczej oczekuje tego bym w drodze do domu ze strachu się rozglądał czy nic za mną nie idzie zamiast minizawałów serca. Był tylko jeden jedyny dobrze umieszczony krzykacz, a reszta była kompletnie niepotrzebna. Nie licząc 2-3 spodziewanych akcji to The Woman in Black jest naprawdę dobrym horrorem, jednak nie jest też niczym specjalnym. Miłym zaskoczeniem jest też satysfakcjonująca końcówka, która daje do myślenie czy to był happy end czy też nie. Jeżeli brakuje Wam horrorów, to ten film dobrze wypełnieni Wasz wolny czas.

‚Allo Mr. Pott- oh sorry… Where is ‚Arry?

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s