Nie bardzo przepadam za Gunsami. Takie klasyki jak November Rain, Welcome to the Jungle oraz Sweet Child O’ Mine to każdy powinien znać, ale jakos nie były dla mnie niczym więcej niż właśnie klasykami. Jednak jest to nadal świetna muzyka, bardzo miła do słuchania. Ale jest jeden ich utwór który jest dla mnie czymś więcej niż zwykłym klasykiem. Pierwszy raz jak go słuchałem to nie wydawał się niczym specjalnym, ale po godzinach w Burnout Paradise i słuchania tego utworu po kilkanaście razy dostrzegłem jego potencjał i bardzo polubiłem. I przez te lata nadal mnie się nie nudzi. Mowa oczywiście o Paradise City.

Uwielbiam podział utworu na trzy części, gdzie każda jest równie ciekawa. Początek jest totalnie luźny i jest czymś co chętnie bym słuchał leżąc na plaży w piękny słoneczny dzień. Druga część to standardowy solidny rock, a do końcówki utworu aż mam chęć skakać dookoła, wbiec prosto w moshpit… AH! Utwór na piątkę z plusem, najlepsza pozycja od Guns N’ Roses. Pure gold.

Co… co to jest pod włosami Slasha? On ma twarz?! Nieee…. Le impossiblé!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s